Recenzja gry planszowej Battlestar Galactica

Battlestar Galactica trafiła do naszej kolekcji jako używka i jak się później okazało był to najlepszy zakup wśród naszych gier w relacji ceny do jakości. Pamiętam, że natrafiłem na nią w jakimś lombardzie i zapłaciłem niecałe 60 zł, a karty pachniały jeszcze świeżością. Ustrzelić jeszcze raz na taką okazję – marzenie.

Przyznam szczerze, że kompletnie nie orientowaliśmy się w serialu. Kiedyś, jeszcze jako dzieciak obejrzałem parę odcinków, które jednak nie przypadły mi do gustu – jak się potem okazało, była to jeszcze seria z lat 70-tych, która jakością wykonania znacząco odbiegała od odnowionych, współczesnych sezonów. Przed przystąpieniem do gry obejrzeliśmy część nakręconą w 2003 roku, a w jej trakcie, kolejne – z lat następnych. Bardzo się nam podobały, ponieważ poza samą fantastyką mamy tu liczne nawiązania do filozofii i religii, a także dość dobrze rozwiniętą psychologię postaci – czuje się, że w serialu jest pewna głębia, że chodzi o coś więcej niż tylko o rozrywkę. Przypuszczamy, że miłośnicy science-fiction będą z gry zadowoleni, a fani serialu muszą chociaż raz w nią zagrać i pewnie zakupią Battlestar Galactica.

Świetne jest to, że sytuacje z gry to wydarzenia, które miały miejsce w serialu, a same grafiki to kadry z tymi samymi aktorami i scenerią. Na kartach są także krótkie cytaty poszczególnych postaci. Figurki statków są odwzorowaniem tych, które oglądaliśmy w telewizji, a ich wykonaniu nie można nic zarzucić – w naszej wersji nie było wad produkcyjnych. Oczywiście, że byłoby fajniej, gdyby Basestary były również plastikowe, jak zresztą i statki cywilne, ale żetony te niewiele ujmują z ogólnego pozytywnego wrażenia, a przynajmniej nie podnoszą ceny. Karty postaci zaraz oddaliśmy do laminowania, a te mniejsze czekają jeszcze na swoje nowe ubranka (w pierwszej kolejności ochraniamy droższe i bardziej ograne pozycje). Uważajcie na żetony uszkodzeń – są to gwiazdki, całkiem ładnie wyglądające wybuchy, ale jako pierwsze zaczną się wam strzępić rogi. Nie wyciągajcie także żetonów postaci z podstawek, ponieważ strasznie mocno w nich siedzą i zedrzecie nadruk.

W grze wcielacie się w role znane z serialu – jesteście konkretnymi osobami, a dodatkowo albo ludźmi, albo Cylonami – klony, które działają na rzecz robotów i niweczą starania ziemian, którzy próbują odnaleźć dom. W trakcie zabawy kooperujecie ze sobą, żeby ochraniać statek i zasoby (wykorzystujecie swoje karty podczas testów umiejętności, rozpatrujecie wydarzenia, walczycie z wrogimi okrętami) lub działacie jako sabotażyści pogłębiający kryzysy (wykładając złe kolory zasłoniętych kart) – najczęściej, do pewnego momentu w osamotnieniu, nie znając tożsamości swoich kompanów. Genialną sprawą jest, że wasza zdrada może i was zaskoczyć, ponieważ określoną stronę konfliktu losujecie także w trakcie gry i to całkiem zaawansowanej jej fazie. Każda z postaci ma na swojej karcie umiejętności pozytywne i negatywne – jak w prawdziwym życiu. W Internecie nie ma wielu filmów z przebiegu samej zabawy (ale jeden bardzo długi na bank), jednak instrukcja napisana jest dobrze – i jest całkiem obszerna – za to w sieci znajdziecie bardzo przydatne teksty dokładnie opisujące najlepszą strategię gry ludźmi i Cylonami oraz inne porady, z których i my korzystaliśmy. Uwaga – gra dla minimum trzech osób, ale wartości nabiera dopiero przy czwórce graczy. Talie dostosowujecie do liczby osób i co bardzo fajne, również do postaci, które wybraliście.

Fabuła z serialu i skoki floty idealnie nadały się, żeby zainstalować je w grze planszowej, po każdym takim przemieszczeniu się statków następuje porządkowanie planszy. Rozgrywka jest płynna, logicznie ułożona i wciągająca, a motyw zdrajcy jest tu rzeczą naturalną, wynikającą z tematyki gry oraz serialu i wywołuje ogromne emocje – niepewność, nieufność, a wręcz wrogość i oskarżenia wobec współgraczy i uważne śledzenie ich ruchów.

Młody Giercownik woli obecnie bardziej kolorowe gry więc nie chce się wdrażać – ciągle czekamy. Drobne elementy – stateczki bardzo interesują dzieci, którymi chcą się bawić, ale można łatwo je połamać i pogubić więc lepiej kontrolować kosmiczny zapał młodych giercowników. Pomalowana flota może oczarować gości – warto!

Największą słabością tej gry jest konieczność posiadania zgranej ekipy – przynajmniej 4-osobowej. Najfajniej jest również, kiedy spotykamy się w stałym gronie i ludzie grają na równym poziomie. Zabawa jest najsłabsza, kiedy zdrajca się ujawni, zatem im później tym przyjemniej i bardziej zaskakująco!

Warto jeszcze wspomnieć o dodatkach – niestety praktycznie w cenie gry. My jeszcze nie mieliśmy okazji w nie zagrać, nie czujemy też specjalnie potrzeby, żeby je w najbliższym czasie zakupić, bo gra podstawowa nam w zupełności wystarcza.

Bardzo polecamy ten produkt, ale tylko przy możliwości grania z większą ekipą. Funkcjonuje tu najlepiej przemyślany i idealnie zgrany motyw zdrajcy jaki widzieliśmy, w ogóle! Klimat fantastyczny i genialna zabawa gwarantowana.

Pisanie recenzji Państwa produktów jest dla nas fascynującym doświadczeniem. Jesteśmy dumni, ponieważ dotychczas zaufali nam:

Baldar, Black Monk Games. Cartamundi, CUBE Factory of Ideas, DANTE SP. Z O.O., DOBRETO Wydawnictwo, Edipresse Książki, Epideixis, FOXGAMES, Granna, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Instytut Praktycznej Edukacji, Jacobsony, MDR Dystrybucja, OUTDOOR Media, Piatnik, RUSSELL KONDRACKI s.j., TACTIC Games, TM Toys, Zakład Stolarstwa i Tokarstwa w Drewnie Marek Bałos, Zielona Sowa Sp. z o.o

Dołącz i Ty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *